Let’s eat something vege 2, czyli zapraszam na kolejnego Wegefoodbook’a. Dziś pojawią się dania bardziej zróżnicowane, gdyż postanowiłam mocniej wysilić swoją kreatywność i przy okazji zostałam w temacie prostoty wykonania. Cóż, żeby w życiu wszystko tak wyglądało. Całe szczęście istnieje dobre jedzenie, żeby nam to życie całkowicie umilić. A więc, jak wygląda mój kolejny (mam nadzieję) pyszny jadłospis?

Śniadanie

Jeśli chcesz dodać nietypowe określenie do swojego słownika, to przedstawiam połączenie tofu i jajecznicy – Tofucznica. Osobiście, bawi mnie przekształcanie klasycznych nazw dań na te wegańskie, ale to słowo wyjątkowo mnie urzekło. Pomimo tego, że tofucznica oczywiście nie składa się z jajek, to jest szybką i smakowitą propozycją śniadaniową. Tak naprawdę, są nam potrzebne: patelnia, oliwa z oliwek nadająca się do smażenia (lub olej kokosowy), jedno opakowanie tofu, sól i pieprz. Reszta jest dodawana wedle uznania. Dlatego bardzo lubię to danie, bo możemy powrzucać do tofucznicy przeróżne dodatki. Akurat w mojej znalazł się słonecznik, pomidor, zielona cebulka.

Sposób wykonania:

Rozgrzewam oliwę na patelni. Wsypuję najpierw pokrojonego pomidora, aby troszkę rozmiękczył się i podsmażył. Następnie kruszę nad patelnią całą kostkę naturalnego tofu. Mieszam z pomidorem. Tofu będzie gotowe, gdy nabierze złotawy odcień. Dosypuję ziarna słonecznika, żeby chwilę się prażyły z całą mieszanką. W między czasie kroję cebulkę, którą posypuję tofucznicę, w momencie, gdy ta znajdzie się na talerzu. Solę, pieprzę i voila ! Takie ciepłe i zdrowe jedzenie z rana doda nam kopa energetycznego. Prawda, że przypomina klasyczną jajecznicę?

 

Drugie śniadanie

Jeśli czytaliście poprzedniego Wegefoodbook’a, to wiecie, że drugie śniadanie jem wtedy, gdy jestem cały dzień w domu. Akurat nietrudno o to w ostatnim czasie, więc tym razem zadowoliłam swoje podniebienie porcją owoców. Pokrojone mango, jabłko oraz kilka morelek to iście idealne połączenie.

 

Obiad

Wyznacznikiem dobrego obiadu są ziemniaki. Pasują do wszystkiego i ze wszystkim smakują dobrze. Jeśli posiadacie w lodówce ogromną paczkę jarmużu, to wykorzystajcie ją również do ziemniaków. Wiem, że nie wszystkim jarmuż smakuje, ale ugotowany wynagrodzi Wam wszystkie smakowe urazy do niego. Dlatego, tym razem postanowiłam na obiad zjeść gotowany jarmuż i ziemniaki. Wygląda to dość biednie – ale uwierzcie – jest bardzo sycące.

Liście jarmużu gotujemy ok. 10 – 15 min. Musicie próbować, czy już jest miękki, bo wtedy będzie idealny do zjedzenia. Dodajemy go do ugotowanych ziemniaków. Przyprawiamy solą. I tyle.

 

Kolacja

Też tak macie, że często na kolację lubicie sobie „pofolgować”? Wieczorem wybieram odprężenie, jednocześnie nad czymś pracując. Żeby czas minął przyjemniej, zdecydowałam się na mniej zdrową opcję, czyli bagietkę czosnkową z serem. Spokojnie, nie musicie piec od początku bagietki. Wystarczy kupić ją, np. w Lidlu, ponieważ – według mnie – tam są najsmaczniejsze. Do bagietki wkładam małe kawałki sera żółtego, bazylię i zieloną cebulkę. Piekę wszystko w piekarniku, w ok. 180 stopniach (i pilnuję, żeby się nie spaliło). Żeby nie było tak sucho, pokroiłam do tego jednego pomidorka. Oczywiście, bardziej by tu pasowała jakaś warzywna sałatka, więc zachęcam do zrobienia takowej.