„Większość kobiet w okolicach trzydziestki ma na ścianie plakat Marilyn Monroe albo Audrey Hepburn. Ma to podkreślać ich skomplikowaną osobowość. Te od MM są chaotyczne, popieprzone i wiecznie nieszczęśliwe. Oczywiście szukają miłości. Oczywiście, nawet gdy ją znajdują, po chwili zostają samotne. Często ryczą, mają też skłonność do tanich dramatów. Typ artystowski. Potrafią pokazać zofię w miejscu publicznym. Facet, widząc u swojej wybranki plakat MM, powinien wytarmosić ją na trawniku przed domem albo na klatce. A później spieprzać w podskokach. Te od AH to typ „panna euforia-depresja”. Kiedy jest dobrze- jest dobrze. Kiedy jest źle – jest bardzo źle. Są bardziej normalne od typu MM, toteż mężczyźni częściej wybierają je do stałych związków.” ~ Piotr C., Pokolenie Ikea

Kto jeszcze nie czytał Pokolenia Ikea – niech przeczyta (chyba, że już macie dość lamentowania pokolenia Milenialsów, w dodatku singli, w dodatku z kredytem). Jeśli jesteś wrażliwą osobą, przebrnięcie przez to dzieło może sprawić Ci nie lada kłopot. Z drugiej strony, jeśli jednak zdecydujesz się na przeczytanie tej książki, nie poczujesz zawodu, bo wzbogaci Cię ona o nowe spojrzenie na ludzi, a przede wszystkim, na samotnych, zestresowanych, 30-letnich mężczyzn, którzy szukają ukojenia w młodych, kobiecych ramionach. Cóż, nie skrytykuję tego stylu życia (na razie), ponieważ pod lupę chciałabym wziąć dzisiaj powyższy cytat. De facto, takie stwierdzenie wysnuł bohater książki, pasujący do przedstawionego opisu płci męskiej, więc czy warto w ogóle przejmować się tak odważnym wnioskiem? Ano tak. Tylko dlatego, że już kiedyś obiło mi się o uszy dzielenie kobiet na fanki dwóch światowych gwiazd: Marilyn Monroe i Audrey Hepburn. Na pewno, znane są Wam obydwa nazwiska i uważam, że warto co nieco o tych Paniach wspomnieć. 

Najpierw chciałabym zacząć od MM.  Marylin Monroe, jako najsłynniejsza blondynka i ideał kobiecości, przeszła w życiu przez wiele trudności. To, że prezentowała się znakomicie przed kamerą, zasłania wszystkie złe momenty, które przytrafiły jej się po drodze do sławy. Karierę w modelingu rozpoczęła w wieku 20 lat, jednak nie wszyscy wiedzą, że wyszła za mąż w wieku lat 16. Ślub ten nie był szczytem romantycznych marzeń gwiazdy, bo gdyby nie on, trafiłaby z powrotem do sierocińca. W sumie, to która z nas w takiej sytuacji nie wybrałaby mniejszego zła? Dzieciństwo MM było przygnębiające. Podobno nad jej rodziną krążyła klątwa. Dziadek popełnił samobójstwo, babcia trafiła do psychiatryka, matka wielokrotnie oddawała swoją córkę do rodzin zastępczych. No nie powiem, „udana” rodzina. Jak się tu potem nie dziwić, że dziewczyna miała problemy w późniejszych latach. Zostanie modelką również nie było takie proste, jak się wydaje. Na wielu castingach zarzucano jej nieregularne i zbyt obfite kształty, pomimo tego, iż działo się to przed I połową XX wieku, gdzie jeszcze ideał kobiecości nie stanowiły chude modelki.

Po tych wszystkich życiowych problemach, w końcu dopięła swego. Sława MM przerosła jej oczekiwania. Zebrała miliony fanów na całym świecie, rozkochała w sobie bardzo wielu mężczyzn, żeby w końcu, w wieku 36 lat, popełnić samobójstwo. Jak dla mnie, śmierć aktorki nie była wielkim zaskoczeniem. MM zmagała się z depresją, miała liczne problemy ze sobą i – tu muszę się zgodzić z Piotrem C. – była typem chaotycznym. Sprawdzają się również w tym przypadku nieszczęśliwe miłości, jak i skłonność do dramatyzowania. Nie dziwota, że kobiety z duszą romantyczną, za swoją idolkę na piedestale stawiają Marylin. Chodzenie z głową w chmurach nie jest niczym złym, jeśli ma się również w sobie choć odrobinę rozwagi. Odważę się nawet napisać (oczywiście po zrobieniu małego „riserczu”, żeby nie było), iż kobiety w typie MM, tłumaczą swoje roztargnienie w następujący sposób: „Skoro Monroe taka była, to ja też taka mogę być”, „Moja dusza jest jak MM i już tego nie zmienię”. Faktycznie, mając za ideał MM, podkreśla się swoją pokręconą osobowość. Okej, możesz naśladować Marylin, ale rób to w sposób nie szkodliwy dla siebie i dla reszty ludzi. Wyróżniaj się stylem i szykiem, który cechował aktorkę. Kochaj siebie i swoje niedoskonałości. Bądź romantyczna i staraj się to wykorzystywać w odpowiedni sposób. Nie zatruwaj życia innych tanim dramatyzmem i wywyższaniem się, bo zaczną Ci życzyć takiego końca, jaki spotkał MM. Jeśli jesteś zainteresowana tylko przelotnymi znajomościami, to nie dziw się, że spotykasz się z twarzą w twarz tylko z nieszczęśliwą miłością. Tak jest, że ten konkretny rodzaj charakteru rzeczywiście może odpychać mężczyzn. Facet, to stworzenie proste i poluje na partnerkę z emocjonalną dojrzałością, po to, aby życie z nią również proste było.

Nie bez powodu AH trafiła na drugie miejsce. Po pierwsze, najlepsze zostawiłam na koniec. Po drugie, jej postać nie robi wokół siebie takiego niekorzystnego szumu. Oceniłabym ją jako osobę stateczną, ale z wieloma świetnymi obliczami. W przeciwieństwie do Marylin, Audrey pochodziła z arystokratycznej rodziny. Jako dziecko nie musiała martwić się o swój byt, chociaż też ją spotkało nieszczęście, gdyż małżeństwo jej rodziców nie było udane i szybko rozpadło się.  Żeby nie było, że arystokratyczne pochodzenie Audrey usłało jej drogę różami. Warto wspomnieć, iż bieda spowodowana wojną dotknęła również jej rodzinę. Uratowało ją jedynie zarabianie pieniędzy na życiowej pasji, czyli tańcu. Po wojnie wyjechała z matką do Londynu, aby zapisać się do szkoły baletowej. Niestety, nie udało się, bo dziewczyna była zbyt wysoka jak na kandydatkę na primabalerinę. Po tym postawiła na aktorstwo. I tak o to znamy Audrey Hepburn z wielkich ról w np. „Rzymskich wakacjach” albo „Śniadanie u Tiffany’ego”. Kto oglądał, ten zna ten niezastąpiony błysk w jej oczach.

Co do charakteru tejże pięknej Pani, nie ma wątpliwości, że była osobą ogarniętą życiowo, obdarzoną inteligencją idącą w parze ze zmysłowością. I tak, dla niej życie było albo białe, albo czarne. Albo jest dobrze, albo źle. Przykładała się do swoich filmowych ról, była znana z pracowitości. Nie zachowywała się jak rozpieszczona gwiazdka Hollywood. Była dobrą matką i kochała swoje dzieci, spełniła się w macierzyństwie. Po zakończeniu kariery poświęciła się pracy ambasadora UNICEF. Wszystko to pięknie się prezentuje, prawda? W sumie, jeśli naśladujesz AH, to nic, tylko Ci pogratulować. I piszę to całkiem szczerze, albowiem też chciałabym być jak ona.  Bo w sumie, czy facetów najbardziej nie przyciąga ten typ? Wiecie, bezlitosny i wyniosły wyraz twarzy, inteligencja, twarde stąpanie po ziemi, solenne wykonywanie powierzonych ról, w dodatku nienaganny wygląd. Z takim zestawem nie opędzisz się od potencjalnych kandydatów na męża. Wciąż pozostajesz tajemniczą zagadką, ale taką jakąś normalniejszą. Dodatkowo, domyślam się, że jest Ci łatwiej w życiu, jeśli uznajesz tylko Audrey w swoim sercu. Bardzo chętnie nadałabym jej tytuł „Świętej”, żeby stała się patronką zagubionych kobiet i pokazywała im właściwą drogę.

Nie wiem, czy ta analiza wyszła mi dobrze (przynajmniej trochę wzbogacicie się o biografię obydwu aktorek), ale przynajmniej możecie dopasować swój typ do opisu. Prostszym sposobem na określenie tego byłby quiz, ale moje umiejętności sprowadzają się tylko do pisania i (jak widać) odbiegania od tematu. W każdym razie, dla mnie tą „walkę – nie walkę” wygrywa Audrey. Oczywiście, obydwie Panie były znamienitymi postaciami, ale jakbym miała wieszać sobie plakat na ścianie z twarzą którejś z nich, to byłaby to zdecydowanie AH. I po dawce wiedzy, którą przyswoiłam na ich temat, po części zgadzam się z słowami Piotra C. Życie kształtuje nas na różne sposoby. Wyrabiamy swoją osobowość na każdym życiowym etapie. Pomagają w tym ikony popkultury, pokazując nam pewien schemat zachowań, gdzie w końcu któryś z nich bardzo nam spasowuje. Szczególnie taką tendencję wykazują kobiety, aby zachowywać się w każdym calu jak ich idolka. Oczywiście, to tylko teoria i można uznać to jako psychologiczną bzdurę. Bo przecież nie ma ludzi idealnych, a nawet gdyby tacy istnieli, na pewno nie bylibyśmy tacy idealni jak oni. Myślę, że jak czerpiemy z kogoś inspirację, to trzeba zrobić to z umiarem. Wiadomo, że czasem wpływ jakiejś sławnej postaci staje się destrukcyjny w skutkach. Taniec na barze, branie narkotyków, rozwiązły i niezdrowy tryb życia. Takie przypadki zdarzają się na tym już wystarczająco smutnym świecie. Potem zostaje tylko głupie tłumaczenie się, że „ta aktorka XX też tak robi i jakoś jest sławna”. Jest sławna, ale czy to jest dobry przykład dla Ciebie?

Nie będę hejtować ludzi lubiących MM, ani nawet tych, którzy w ogień by poszli za AH, bo przecież nie o to w tym chodzi. Każdy żyje po swojemu i to my decydujemy, jak to życie będzie wyglądać. Czy wybierzemy sobie bardziej skomplikowaną, ale szaloną drogę, czy zdecydujemy się na dystyngowany żywot. Aczkolwiek, my kobiety powinnyśmy się starać nie przesadzić w żadną stronę. Najlepszym rozwiązaniem będzie nie naśladowanie żadnej sławnej gwiazdki, a wyrobienie sobie swoich własnych, prawidłowych wzorów zachowań. Bycie oryginalne jest dziś w cenie.