Witaj sierpniu, żegnaj lipcu, mój ulubiony miesiącu. Teraz usiądźcie i pomyślcie, że minęło już ponad pół 2017 roku. Czy tylko ja mam wrażenie, że ten czas trochę przesadza z tym przyśpieszeniem? Pomijając fakt, że czas to pojęcie względne i poczucie go, to sprawa indywidualna. Akurat cieszyłam się, kiedy nadszedł lipiec, bo po pierwsze wakacje, po drugie, mogłam w końcu na spokojnie zebrać ulubieńców oraz perełki na bloga, a po trzecie to moje urodziny. Jeśli śledzicie mnie na FB (do czego gorąco zachęcam), to wiecie, że skończyłam miesiąc temu 22 lata. Skarżę się wokół wszystkim, że taka stara kobyła ze mnie, po czym zbieram opieprz, iż nagminnie z tym faktem przesadzam. No cóż, trzeba przyznać, że rzeczywiście jak skończy się te 20 lat, to czas zaczyna nieznacznie dodawać gazu. A może to tylko moje małe spostrzeżenie? W każdym razie, 22 lata to mój pierwszy i największy ulubieniec lipca. Podobają się mi się te dwie dwójki, które niczym dwie bliźniaczki, reprezentują mój piękny wiek. Jak już jestem w temacie urodzin, czas przejść do reszty ulubieńców, którzy sprawdzili mi się na medal w lipcu.
 

Kosmetycznie

Doskwierające upały wcale nie sprzyjają robieniu makijażu. Zobaczenie mnie w tym okresie z tapetą na twarzy jest niemal niemożliwe. Owszem, na jakieś spotkania i wyjścia poprawiam swoją urodę, jednakże na co dzień nie mam kompletnie ochoty na malowanie. Przez to, w tej kategorii znalazł się tylko jeden kosmetyczny ulubieniec, który de facto, jest moim prezentem urodzinowym. Zacznę od tego, że do tej pory posiadałam paletki cieni w cenie do 40 zł. Zawsze sobie myślałam, że po co mam przepłacać za tą samą gamę kolorystyczną, na wysokopółkowych cieniach. Moje myślenie zmieniło się, gdy dostałam do swoich łapek Zoeva Caramel Melange.  W makijażu jest to przeskoczenie o parę poziomów wyżej. Jakoś cieni i praca z nimi przewyższa wszystkie te tańsze paletki (nawet nie mam ochoty tymi biedactwami malować się). Poza tym kolory tych cieni są cudowne, akurat takie wakacyjne i kojarzące się z ciepłem. Niestety – jak to zdjęcie – odebrało głębie i rzeczywistość tych barw. Dlatego, polecam poszukanie lepszych jakościowo zdjęć tej pięknej palety. 

Zoeva, Caramel Melange, cena 90-95 zł

                             – Zoeva, Caramel Melange, cena 90-95 zł –

 

Pielęgnacja

Jak już wspomniałam o upałach, to najważniejsze w okresie wakacyjnym jest nawadnianie swojego organizmu. Nie ogranicza się to jedynie do picia dużej ilości wody (choć jest to podstawą), ale też do działania od zewnątrz. Co do kwestii pielęgnacji, u mnie sprawa ma się podobnie, jak w przypadku kosmetyków – daję odpoczywać skórze i nie działam na nią inwazyjnie. Ograniczam się do oczyszczania i nawilżania. Jeśli chodzi o ten pierwszy zabieg, świetnie sprawdziła mi się pasta do oczyszczania z Skin79 – French Clay Foam Cleanser. Produkt ten ma w sobie glinkę zieloną, która świetnie usuwa zanieczyszczenia i ładnie matuje skórę. Dodatkowo, przyczynia się do tego fajny skład, z różnymi cennymi pierwiastkami (magnez, potas, itp.). Kolejnym przyjemnym atutem jest zapach. Chociaż, nigdzie nie doczytałam się, że ten produkt jest przeznaczony dla mężczyzn, to ta pasta pachnie jak męskie perfumy, na punkcie których mam „fisia”! Rozpływam się z rozkoszy, przy każdym myciu. Jedynym minusem jest cena. 60 zł za taką tubkę, to jednak troszkę za dużo… Ale niestety, za skuteczne działanie produktu trzeba przepłacić.

SKIN79, French Clay Foam Cleanser, cena 59,00 zł

                 – SKIN79, French Clay Foam Cleanser, cena 59,00 zł –

 

Sprawa nawilżania też jest u mnie bajecznie prosta. Po pierwsze, nawilżający tonik. Po drugie, żel aloesowy. Tonikoczywiście z Evree. Na tonikach z tej firmy nigdy się nie zawiodłam. Wcześniej używałam hamamelisowego, lecz teraz bardziej pasuje mi różany, który nawilża, wycisza skórę, tonizuje, i ogólnie bardzo fajnie działa na cerę. Może być stosowany również jako fixer do makijażu, który po spryskaniu twarzy, ściąga pudrowość. Poza tym, ten tonik nie jest drogi, a wystarczy go na bardzo długo.

Evree, Magic Rose, różany tonik do twarzy, cena 14,99 zł

            – Evree, Magic Rose, różany tonik do twarzy, cena 14,99 zł –

 

Drugiego produktu chyba nie muszę za bardzo przedstawiać, bo pewnie każdy już o nim słyszał. Mianowicie, jest to 99% żel aloesowy z Holika Holika. Krótko o nim: uniwersalny. Ja go używam zamiast kremu nawilżającego, na różne podrażnienia na ciele oraz jako odżywkę na końcówki włosów. Polecam go wypróbować, choć wykopałam gdzieś opinie, że na niektóre dziewczyny zadziałał odwrotnie, czyli uczulająco i wysusza jeszcze bardziej skórę. Także, tak jak z każdym kosmetykiem, trzeba mieć to na uwadze, że jeśli komuś się coś cudownie sprawdziło, to nie oznacza, że Wam sprawdzi się również.

Holika Holika, żel aloesowy, 55ml, ok. 20 zł

                      – Holika Holika, żel aloesowy, 55ml, ok. 20 zł –

 

Ostatnim ulubieńcem w pielęgnacji powinien być prysznic. Kto nie lubi obficie oblać się wodą pod koniec upalnego dnia, kiedy pot dał nam się we znaki (ludzie w komunikacji miejskiej mają chyba inne o tym zdanie). Dla umilenia wieczornej kąpieli, używam odkryty niedawno przeze mnie olejek z Biodermy. Tak wiele o nim dobrego słyszałam, że aż sama w końcu skusiłam się na zakup. Akurat trafiłam na promocję w aptece, więc  dodatkowo kupienie tego olejku opłaciło się. No i, wszystkie te pozytywne opinie znalazły swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Bioderma Atoderm super nawilża i odżywia skórę, dodatkowo oczyszczając ją i nadając jej delikatną barierę ochroną. Skóra jest miękka i nie ma na niej tłustości, jak po niektórych olejkach pod prysznic. Zbieram właśnie na litrową butlę, bo wiem, że ten produkt zostanie u mnie na stałe.

Bioderma, Atoderm, olejek pod prysznic, 200ml, 29,99 zł

              – Bioderma, Atoderm, olejek pod prysznic, 200ml, 29,99 zł –

 

Kulturalnie

Kulturalnie, to ja wychodzę wieczorami na piwko na miasto, bo w końcu jest na to czas. A tak całkiem poważnie, wakacyjny czas = długie wieczory. Coraz częściej mój czas pochłaniają filmy i seriale, przy których nie mam wyrzutów sumienia, że je oglądam. Na wstępie, zacznę od sprawy oczywistej, czyli nowego sezonu „Gry o Tron”. Nigdy z takim utęsknieniem nie czekałam na żaden serial. Teraz mogę w spokoju znikać ze świata rzeczywistego na godzinę tygodniowo i przenosić się do świata fantasy. Przyznawać się, kto jeszcze ogląda i nie mógł się doczekać?

Co do filmów, wzruszył mnie bardzo film „Okja”. To dzieło rodzi kontrowersje i wzbudza w ludziach bardzo mieszane uczucia. Ogólnie, fabuła opowiada o konkursie, polegającym na wyhodowaniu super-świń (które wyglądają jak połączenie świnki morskiej i hipopotama), przez rolników z całego świata. Cała akcja toczy się w azjatyckich górach, gdzie główna bohaterka ma za pupila jedną z takich świnek, imieniem Okja. Oczywiście, Okja wygrywa ten konkurs i ma być „twarzą” tego całego szalonego pomysłu hodowania super-świń na mięso, dzięki któremu miał zniknąć głód na świecie. Nie chcę za bardzo spoilować, ale akcja głównie opiera się na ratowaniu Okji, przez swoją opiekunkę i obrońców praw zwierząt, oraz pokazania na końcu procesu zabijania tych świnek, alegorycznie do rzeczywistego uboju zwierzęcego. Film warto obejrzeć, jednak jest on z kategorii, że trzeba mieć na niego nastrój i ochotę. Obsada świetna i nie mam tu nic do zarzucenia.

Taka ciekawostka, że po wyemitowaniu tego filmu na ekranach na całym świecie, Google zanotowało znaczny spadek kupowania mięsa i ponoć wielu ludzi po tym filmie przeszło na wegetarianizm. Czyżby w końcu powstał film, który nie jest dokumentalny, a ma taki wpływ na ludzką psychikę?

Źródło: www.filmweb.com

                                             Źródło: www.filmweb.com

 

To by było na tyle w lipcowych ulubieńcach. Nie są jacyś „szaleni”- że tak się wyrażę – ale za to są to rzeczy w 100% sprawdzone i ukochane. Mam nadzieję, że również u Was sprawdzą się idealnie.

P.S. – Śledźcie na bieżąco bloga, bo a propos filmów i seriali, za niedługo pojawi się na ten temat dłuższy post.