„Drogi pamiętniczku, postanowiłam zostać influencerką…”. Tak prawdopodobnie wyglądałby mój wpis do pamiętnika, gdybym takowy posiadała, aczkolwiek, od czegoś mam bloga, prawda? Ostatnio stało się popularne słowo „influencer”. Nazwa ta określa osobę, która poprzez swoje media, ma wpływowy kontakt ze swoimi odbiorcami. Osoba taka porusza się po wirtualnej przestrzeni. Czyli, influencerami są np. vlogerzy, blogerzy, instagramerzy (tak, takie określenie też od niedawna funkcjonuje). Czy ja siebie mogę nazwać w ten sposób? Sama nie wiem. Ciężko mi wciąż przechodzi mówienie o sobie „blogerka”, a co dopiero „wpływowa blogerka”. I tu pojawią się po kolei przeszkody dla nowicjusza, w drodze do bycia cenionym w blogosferze. Jak wygląda dzień z życia takiej osoby?

Załóżmy ten sielankowy scenariusz, gdy budzimy się rano i mamy przed sobą perspektywę całe dnia wolnego. Nie musisz wstać do pracy na 8:00, nie gonią cię terminy, możesz zostać 5 min dłużej w łóżku. Kiedy wstajesz, przypominasz sobie, że przecież wypada napisać posta na bloga. No ale jest dopiero południe, a przecież masz większość dnia przed sobą. Robisz kawkę, później robisz idealne zdjęcie kawy na Insta na ładnym tle. Czekasz na lajki, przeglądasz media społecznościowe. Oglądasz wspaniałe zdjęcia innych blogerów, wpadasz na przepięknie skonstruowane blogi. Myślisz sobie „Kiedyś też tak będę robić!”. Po chwili dociera do ciebie, że Twoje wpisy są jakieś inne, takie… mniej treściwe. Kiedy w końcu zmuszasz się do napisania posta, odkrywasz, że brakuje ci weny. Znów napada cię natrętna myśl i beznadziejność. Opuszczasz swojego bloga na parę dni/miesięcy/. Jak już coś opublikujesz, to jest to raz na ruski rok. Czasem starasz się utrzymać kontakt z niewielką liczbą śledzących cię czytelników, poprzez sporadyczny wpis na fejsie. I tak to się ciągnie, a ty wciąż nie wiesz, dlaczego jeszcze nie zarabiasz grubego hajsu i nie jesteś rozpoznawalny/a w blogosferze. Brzmi znajomo? W takim razie keep going i czytaj dalej.

Nie mówię, że sama tak nie miałam, bo wchodząc w świat internetowej społeczności, myślałam, że wszystko będzie proste. Przecież jestem schowana przed światem za ekranem laptopa. No niestety tak nie jest. Wszystko co wejdzie do Internetu, już z niego nie wyjdzie. Każdy nasz krok i posunięcie musi być dokładnie przemyślane. Postaram się udzielić kilka wskazówek, jak stać się przyzwoitym laikiem blogowym.

Po pierwsze, pozbądź się strachu. Postanawiasz działać w przestrzeni internetowej, zakładasz konto na YouTube/blogu/czy tam innych rzeczach, więc nie ma tu miejsca na strach. Mimo, że jesteśmy schowani przy swoim biurku, naszą niepewność odbiorcy wyczują wszędzie. Nie możesz bać się ludzi, to oni powinni czuć przed tobą respekt i szanować cię, za to, co tworzysz. Widocznie, to jest najlepsza droga, aby wyrazić siebie. Często zdarzają się osoby, które boją się tego, co ich znajomi i rodzina pomyśli. „O, patrz, ktoś tu się w gwiazdę Internetu zaczął bawić”. Pamiętaj, że ludzie zawsze będą gadać i na to się nic nie poradzi. Po prostu, jeśli czujesz się w tym co robisz najlepiej, rób to z pasją i z pewnością siebie.

Po drugie, nie przejmuj się tym, że na początku jest słabo. Każdy musi się na początku pomęczyć, żeby potem było z górki. Moja jedna i krótka rada: systematyczność. Jeśli nie masz do tego konkretnych przyczyn, nie porzucaj swojej działalności i nie rób za dużych przerw. Skoro zauważasz, że to ci sprawia radość, to przyłóż się do tego. Ucz się, czytaj: jak sprawić, aby zacząć tworzyć owocną treść, obserwuj, pracuj! Zawsze początki bywają trudne i czasem ma się ochotę to rzucić w cholerę, bo przecież coś robisz, a nic z tego konkretnego nie wychodzi. Zapamiętaj – nie od razu Rzym zbudowano. W sytuacji, gdy masz w sobie coś z leniuszka, musisz po prostu zmusić się do działania. Siadasz przed kompem i wyznaczasz sobie, że od tej i do tej godziny wysilisz mózg. W końcu przyzwyczaisz się do pracy i nie będzie sprawiać ci ona trudności.

Po trzecie, nie porównuj się do innych. W Internecie krąży wiele inspirujących i pięknych blogów/kanałów na YT. Pamiętaj, że ci wszyscy ludzie też zaczynali od zera i musieli dojść do tego, co mają teraz. Dlatego, nie dołuj się jak wejdziesz na efektownie zrobionego bloga. To już są różne poziomy zaawansowania i estetyki. Odwołując się do poprzedniego akapitu – pracuj i czerp inspirację (tylko nie pomyl z kradzieżą treści!) od zaawansowanych blogerów.

Po czwarte, nie nastawiaj się, że od razu zarobisz kokosy. Wielu ludziom wydaję się, że jak zaczną swoją działalność w Internecie, to propozycje współpracy i regularna wypłata zaczną na nich spływać, jak mleko i miód. Prawda jest taka, że na zarabianie w Internecie mogą sobie pozwolić tylko nieliczne jednostki. Jeśli umiesz wykazać się sprytem oraz w rozsądny sposób wykorzystujesz swój medialny talent, być może, jakimś cudem, wpadnie ci do kieszeni parę groszy.  Jednakże, temat pieniędzy jest tematem trudnym, tak więc nic więcej nie mam już w tej kwestii do dodania.

Jeśli od dłuższego czasu zastanawiasz się nad założeniem własnej działalności, to rób to śmiało, być może znakomicie odnajdziesz się w tym. Tylko najpierw weź sobie głęboko do serca te wszystkie powyższe rady od „koleżanki po fachu”. Nie jestem oczywiście jakimś superprzewodnikiem zagubionych dusz w Internecie, ale już po swoim krótkim doświadczeniu w tym temacie, mogę wysnuć tych parę wniosków i rad. Chętnie się dowiem, jakie są Wasze doświadczenia w branży internetowej i jakie cenne lekcje oraz spostrzeżenia wynieśliście z tego.